Przykrość, rozpacz..

Ja ciągle żyję jeszcze koncertem na którym nie miałam możliwości być, dlatego czytam i szukam różnych rzeczy na ten temat. I znalazłam, przygnębiający artykuł dotyczący koncertu, w którym napisane jest że na koncercie było bardzo niewielu fanów... Ja tego nie skomentuje więc może wy to sobie przeczytajcie...

„Urugwajka Natalia Oreiro bije obecnie rekordy popularności w Rosji, gdzie właśnie zagrała dwa koncerty. W Polsce jej czas przeminął: jej sobotni występ w Orbicie był - abstrahując od wartości artystycznych - frekwencyjną porażką.
- Jestem aktorką, która śpiewa - powiedziała na piątkowej konferencji prasowej Natalia Oreiro. To prawda, bo znana jest ona zdecydowanie bardziej ze swoich serialowych wcieleń niż z dokonań muzycznych. Nawet jej największy hit ma telewizyjny rodowód, bo piosenka "Cambio dolor" pochodzi z serialu "Zbuntowany anioł", w którym grała pokojówkę Milagros i który tak naprawdę otworzył jej drzwi do kariery.

Jednak do Wrocławia przyjechała z piosenkami i właśnie jako piosenkarkę należy ją ocenić po sobotnim występie w Orbicie. A ten, delikatnie mówiąc, nie rzucił na kolana. O ile mieszanka popowych melodyjek delikatnie zaprawiona latynoskimi rytmami momentami przyjemnie bujała, o tyle wokal Oreiro jest po prostu nijaki.

Śpiewanie prostych partii to zdecydowanie za mało, takie i dużo lepsze głosy słychać w każdym talent show, z tym że one raczej stroją. Zmieniane co kilka piosenek kreacje, kokietowanie publiczności okrzykami po polsku i kolorowe wizualizacje nie przykryły słabości wokalnych: nietrafianie w dźwięk, paniczna ucieczki od wysokich dźwięków, fałsze w wokalizach - artystce, która nagrała trzy płyty i za której występ trzeba naprawdę sporo zapłacić, takie rzeczy nie powinny się przytrafiać.

A bilety nie były tanie: za wejściówkę trzeba było zapłacić minimum 150 zł, najdroższe kosztowały aż 350 zł. Niewiele ponad pięćset osób zdecydowało się za tę cenę zobaczyć Oreiro na żywo. Byli przygotowani: mieli kartonowe serca, transparenty, znali wszystkie piosenki i naprawdę zgotowali artystce gorące przyjęcie, ale chyba nie było w tym miejscu koncertu z tak niską frekwencją. Fakt, że na parkingu stały auta z rejestracjami z innych regionów Polski, a wśród publiczności powiewały flagi kilku państw, też nie jest żadną pociechą dla organizatorów - puste trybuny Orbity wyglądały przygnębiająco, tak jak zapełniony w jednej trzeciej parkiet hali.

Jedyny koncert w Polsce gwiazdy latynoskich telenoweli pokazał jasno, że jej czas w Polsce przeminął. Przynajmniej do czasu kolejnego teletasiemca. "

JEDNYM SŁOWEM KTÓRYM MOGĘ OKREŚLIĆ TEN AKRTYKUŁ: ŻAŁOŚĆ

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz